fbpx
„Kobieto, zacznij wreszcie cieszyć się życiem”

„Kobieto, zacznij wreszcie cieszyć się życiem”

Namaste 🙂

Po wyzwaniu „Codziennie 5 minut jogi, by w jesienny ranek łatwo stanąć na nogi” o paru refleksjach muszę tu napisać. Dostałam od uczestniczek sporo wiadomości z podziękowaniami za poranną praktykę, energię i motywację do niej. Dostałam też sporo pytań i wątpliwości  pt. CO POTEM? Jak utrzymać motywację do ćwiczeń? Jakie są inne ćwiczenia i czy można je bezpiecznie wykonywać? Skąd wziąć energię, kiedy mój uśmiech i wiadomość nie zachęca już o poranku do praktyki?

Pisałyście, że dzięki mojej radości życia, mojej energii i uśmiechowi  – same poczułyście się bardziej radosne. I że to super, że ja taką radosną i optymistyczną mam naturę, że zarażam nią inne osoby. I że też byście tak chciały, ale nie umiecie cieszyć się życiem i w ogóle cieszyć się nie umiecie, bo nie bardzo macie z czego. A ja to mam dobrze, bo nie dość, że mieszkam w pięknym miejscu i robię to, co kocham, to jeszcze taka ze mnie radosna dusza.

Otóż to wcale nie jest tak do końca… Moja natura wcale nie zawsze była tak optymistyczna i radosna. To co zostało mi dane, to raczej natura melancholijna, smutna i z jakimś kolcem w duszy. Przez sporą część życia, w której czułam się nie na miejscu – życie dosłownie mnie bolało i kopało. Życie i praca niezgodna z moimi przekonaniami doprowadziła mnie 20 lat temu do depresji i omal nie zakończyła mojego życia. W ramach autoterapii napisałam wtedy powieść o depresji i wychodzeniu z niej za pomocą jogi,  o przewrotnym tytule „Kobieto, zacznij w końcu cieszyć się życiem”. Przewrotnym, bo to właśnie zdanie najbardziej irytowało moją bohaterkę, kiedy spotykała się z brakiem zrozumienia dla swojego stanu. Powieści oczywiście nie wydałam, ale obecnie z powodu zgłaszanego przez Was zapotrzebowania zdecydowałam się ją Wam udostępnić w formie ebooka z ćwiczeniami jako bonus do kursu „W 7 dni zacznij z jogą wreszcie cieszyć się życiem”. 

Całość ebooka wymaga jeszcze składu i korekty, ale jeżeli jesteś ciekawa historii opisanej w książce, możesz już teraz pobrać pierwszy rozdział klikając w przycisk poniżej:

      Czas wychodzenia z depresjii zapoczątkował nowy etap mojego życia – sfokusowany na poszukiwaniu radości i sensu w życiu. Po wielu latach szkoleń, praktyki, doświadczania różnych technik nauczyłam się cieszyć życiem i okazało się, że nawet potrafię zarażać innych radością. Jednak nie jest to efekt mojej natury, lecz strategii radości życia. Podstawą, by w niej wytrwać była dla mnie joga i zobowiązanie do codziennej praktyki, choćby 5 minut. Ona dawała mi siłę, by trwać na drodze do radości i nie poddać się.

7 najbardziej skutecznych technik budowania radości życia z jogą zawarłam w kursie „W 7 dni zacznij z jogą cieszyć się życiem”, który możecie teraz kupić w przedpremierowej świątecznej cenie, jeszcze do 23 grudnia – potem cena wzrasta. Jeżeli jesteś zainteresowana kursem, lub wiesz, komu mógłby on się przydać, lub kto chciałby taki kurs dostać w prezencie świątecznym – teraz właśnie można go kupić w najkorzystniejszej cenie, żeby nie przepłacać potem. Teraz  dostajesz go z  bonusowym ebookiem „Kobieto zacznij w końcu cieszyć się życiem”, który przyjdzie do Ciebie tuż po świętach. Dodatkowo, ponieważ wcześniej linki na stronie nie działały, kupując kurs do  do 23 grudnia dostajesz jeszcze w prezencie darmową 15-minutową konsultację. Jeżeli chcesz się dowiedzieć więcej na temat kursu kliknij w poniższy przycisk:

A jeśli jesteś jedną z tych osób, dla których 7 dni to za mało, potrzebujesz dłuższego wsparcia i chciałabyś codzienną motywację do porannych ćwiczeń – mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Zainspirowana Waszymi wiadomościami, w których piszecie, że chcecie więcej postanowiłam stworzyć dla Ciebie coś specjalnego, żeby Ci to umożliwić. O szczegółach poinformuję Cię wkrótce, więc zaglądaj tu do mnie, żeby niczego nie przegapić, a najlepiej zapisz się na listę oczekujących klikając przycisk poniżej:

Tu mieszkam

Tu mieszkam

Wiejskie życie

Tu mieszkam

Chwila wakacyjnej sielanki podwórkowej.

Tu mieszkam i nie wyobrażam sobie, że mogłabym inaczej. Nie jestem już nawet w stanie wyobrazić sobie mieszkania w bloku. Moje dzieci chyba też. Iwo wychodzi na podwórko jak tylko wstanie i wraca jak trzeba iść spać. Do domu wpada tylko na jedzenie. Jego starsza siostra wprawdzie już wyrosła ze swego domku na drzewie, ale i tak najchętniej siedziałaby na najwyższej gałęzi, jeśli akurat konia nie ma żadnego w okolicy😉. Wiejskie dzieci żyją inaczej niż miejskie. Zazdroszczę im tego dzieciństwa.

Ostatnio z przyjaciółką z sąsiedniego bloku wspominałyśmy nasze dzieciństwo na trzepaku pod blokiem. Pamiętasz trzepaki? Kiedyś mieszkańcy bloków zawieszali na nich swoje dywany, żeby je wytrzepać z kurzu. A my na takim trzepaku od dzieciństwa wyprawiałyśmy takie sztuczki, że sąsiedzi wychodzili na swe balkony zakładając się kiedy spadniemy.

Nasz trzepak nadal stoi, ale smutny i samotny. Nikt się na nim nie bawi, bo to niebezpieczne. Z naszego wielkiego placu zabaw, z rondem i uliczkami do rowerowych szaleństw pozostały dwie drabinki i ławeczka dla żuli. A dzieci wyprowadzane są na ogrodzony plac zabaw 20m na 20 i spędzają tam godzinkę pod okiem rodziców czasem czujnych, a czasem wpatrzonych w smartfony.

I jak tak ostatnio patrzyłam na to przy okazji wizyty w rodzinnym mieście, to chyba po raz milionowy pogratulowałam sobie swej decyzji o wyborze miejsca do życia. Choć nie zawsze jest łatwo, to jednak faktów, że dzieci mają swoją przestrzeń, po której mogą śmigać całymi dniami, a ja mogę napić się kawy i poćwiczyć jogę w ogrodzie nie da się przecenić. Że już nie wspomnę o owocach i warzywach z własnego ogródka zdrowych i niepryskanych, w każdej chwili dostępnych. I o przestrzeni na twórcze realizacje naszych szalonych pomysłów jak: pracownia ceramiczna, sala do jogi, mini muzeum, przestrzeń warsztatowa. I o bliskości natury, śpiewu ptaków, i o wielu innych jeszcze blaskach i odblaskach nie wspomnę… już dzisiaj, ale temat na pewno powróci niejednokrotnie

A czy Ty lubisz miejsce w którym mieszkasz?

Koniec wakacji

Koniec wakacji

Kawa i odrobina jogi i kolejny wakacyjny tydzień warsztatowy czas zacząć.
Kawa i odrobina jogi i kolejny wakacyjny poniedziałek warsztatowy czas zacząć. Całe szczęście, że już ostatni, bo daje już znać zmęczenie materiału.

Odpoczęliście w wakacje? Mi się znowu nie udało. Całe szczęście, że kocham swoją pracę, i że zrobiliśmy sobie tydzień urlopu przed wakacjami. Inaczej nie wiem jak bym dała radę te wakacje przetrwać. Dzień za dniem, warsztat za warsztatem i lato zleciało w mgnieniu oka. Lepienie, joga, szkliwienie i tak w kółko. Dziś zaczynamy ostatni tydzień warsztatowy i wyjątkowy luz, bo tylko szkliwienie i joga, więc może w między czasie uda mi się nawet coś napisać;-). Ostatnimi czasy nawet relacji nie było kiedy zrobić, a jak próbowałam coś zamieścić wieczorem, to zasypiałam nad smartfonem. Uznałam, że jak już muszę usypiać przy pracy, to zdecydowanie lepiej na macie do jogi i odpuściłam sobie social media i bloga na rzecz wieczornej praktyki, za co ogromnie Was przepraszam. Szczególnie te z Was, które mnie prosiły, aby je oznaczyć – WYBACZCIE proszę. Przepraszam również wszystkich, którzy czekają na realizację zamówień lub wysyłkę swoich prac warsztatowych. Właśnie dlatego namawiam Was zawsze do zrobienia pracy od początku do końca i odebrania gotowej od razu, że potem pomiędzy warsztatami ciężko znaleźć czas, żeby to porządnie spakować i wysłać. Ceramika to nie książka, którą można wrzucić po prostu do koperty i wysłać. Każde z Waszych dzieł trzeba osobno zawinąć i dobrze zabezpieczyć, żeby dotarły do Was w całości. Ten proces wymaga czasu, a jego niestety brakuje.

W Krainie Wygasłych Wulkanów pracujemy teraz pełną parą, ale już na ostatnim gwizdku. Prowadzimy dla Was codziennie, a często i parę razy dziennie różne warsztaty. Ja prowadzę jogę i ceramikę. Są warsztaty bębniarskie, barwienia naturalnego, robienia teatralnych masek, naturalnych kosmetyków, domków dla owadów, gotowania z dzikich roślin, warsztaty etnograficzne, chiropterologiczne geologiczne i wiele innych. Cieszymy się bardzo, że korzystacie z naszych zajęć aktywnie, o czym dobitnie świadczy ilość zdobywanych przez Was medali Odkrywcy Krainy Wygasłych Wulkanów. Nie wiem jak wyglądają ogólne statystyki, ale zrobiłam już wcześniej ponad sto srebrnych medali, a dziś musiałam szybko studzić piec, żeby wyciągnąć kolejne pięćdziesiąt, bo znowu się skończyły. Po ilości wydawanych naklejek widzę, że również aktywnie zwiedzacie okolicę. I tak się czasem zastanawiam wbijając kolejną pieczątkę i licząc te już zdobyte w Waszych paszportach: Jak Wy znajdujecie na to wszystko czas? I czy Wy po tych wakacjach nie jesteście aby zmęczeni? Czy może pełni energii i inspiracji? Niektórzy na pewno, bo dostaję od Was sporo wiadomości, że zaczynacie po wakacjach żyć bardziej twórczo, bliżej natury, zabieracie się do praktyki jogi. Niektórzy niecierpliwie czekają na obiecane wyzwanie „W 7 dni zacznij z jogą cieszyć się życiem”. Będzie obiecuję :-), jak tylko to szaleństwo wakacyjne ustanie i dzieci do szkoły i przedszkola pójdą. Trzymajcie kciuki:-) Pozdrawiam Was serdecznie i dobrego tygodnia życzę 🙂

Wakacyjna przerwa? – absolutnie nie polecam!

Wakacyjna przerwa? – absolutnie nie polecam!

joga na rozciąganaie
utthita hasta padangusthasana
Joga wszędzie i codziennie

Niektóre z Was piszą do mnie, że na wakacjach ciężko jest znaleźć czas na praktykę jogi, że inny rytm i nie ma gdzie maty rozłożyć itd., itp…
A ja cały czas staram się Wam pokazać, że do praktyki niekoniecznie musicie mieć specjalny czas i miejsce.
Jako matka dwójki dzieci, właścicielka pracowni ceramicznej i domu na wsi mam czasami naprawdę niewiele czasu. Tak naprawdę na spokojną praktykę jogi przychodzi dla mnie moment dopiero wieczorem, bo rano i w ciągu dnia dziecię zaraz na mnie wskakuje, bo „też jogować się będzie”😉. Tylko, że wieczorem…. czasem po prostu nie mam na nic siły i padam na twarz ze zmęczenia. Dlatego na wszelki wypadek wplatam pozycje jogi pomiędzy różne czynności w ciągu dnia. Wtedy wiem, że nawet jeśli wieczorem nie dam rady, to zawsze jednak coś zrobiłam😉
Np. uniesienie w górę wyprostowanych rąk z zaplecionymi palcami dłoni to urdvahastasana, która świetnie wzmacnia ramiona i przygotowuje je do stania na rękach. Jest pozycją, którą można wykonać prawie zawsze i wszędzie: w lesie nad jeziorem, na plaży, a nawet na przystanku.
Dlatego pamiętaj, nie liczy się tak naprawdę czy masz gdzie rozłożyć matę, czy masz specjalny strój do jogi, wolną godzinę w ciągu dnia. Liczy się to, czy masz w sobie determinację, by praktykować choćby 5 minut dziennie, zamiast uciekać od praktyki używając mniej lub bardziej przekonujacych wymówek😉. Także Moi Drodzy Jogini wielkie brawa dla tych z Was, od których dostaję zdjęcia wakacyjnej praktyki👏👏💪🧘‍♀️, a reszta proszę nie ściemniać i brać się do praktyki🧘‍♀️🤸‍♀️🙏🕉

Dzięki jodze lubię ludzi?

Dzięki jodze lubię ludzi?

Warsztat jogi w Villa Greta
Trudno mi w to dziś uwierzyć, ale kiedyś myślałam, że nie lubię ludzi. Jako młoda osoba często powtarzałam, że w sumie, to wolę zwierzęta. Byłam spięta i pozamykana, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Kiedy 22 lata temu zaczęłam praktykować jogę, byłam zszokowana, jak pod wpływem praktyki, zaczęły puszczać napięcia w moim ciele, a wraz z nimi emocje. Wylewały się ze mnie na zajęciach nader często w postaci potoków łez. Dziś jestem pełna podziwu dla mojego, początkującego  wtedy nauczyciela, że dał radę mnie ogarnąć. #romangrzeszykowski wielkie dzięki i pełen szacun🙏🙏🙏. Kiedy moje spięcia i napięcia zaczęły puszczać pod wpływem praktyki jogi – ja zaczęłam się powoli otwierać na życie, na świat i na ludzi, na rozwój i na nowe doświadczenia. Polubiłam siebie, a dzięki temu też ludzi. Dziś uczę jogi od dziesięciu lat i stwierdzam, że lubię ludzi ogromnie. Lubię ich spotykać, przytulać, przekazywać im swoją wiedzę i energię. Potrafię z przyjemnością przegadać godzinę z zupełnie obcymi osobami, które zawitają do mojej pracowni. Prowadzenie zajęć jogi otworzyło mnie też na prowadzenie warsztatów ceramicznych. Kiedyś strzegłam swych zawodowych tajemnic i sekretów, dziś dzielę się nimi bez skrupułów. Kiedyś martwiłam się, że mnie kopiują – dziś cieszę się, że jestem dla kogoś inspiracją. Jestem przekonana, że bez jogi nie było to możliwe. Dziękuję za jogę w moim życiu i za wszystkich moich Nauczycieli,  którzy pomogli i nadal pomagają mi podążać ścieżką jogi🙏🙏🙏🧘‍♀️🕉.———————————————————— #lubię #ludzi #ludzie #na #warsztatyjogi #w #villagreta #dobków #joga #krainawygasłychwulkanów jogadlamałychidużych #z #nauczycieljogi #agni #agnieszkagil  #yogateacher

5 ważnych rzeczy, które powinnaś wiedzieć, zanim zdecydujesz się zamienić swoje pasje w biznes.

Ostatnio wiele się słyszy o tym, aby zamieniać swoje pasje w biznes i tym samym uniezależniać się od pracodawców, którzy za nas decydują o naszym czasie. Podejrzewam, że też o tym słyszałaś?

Ja od dwudziestu blisko lat przerabiam ten temat z ceramiką, od dziesięciu z jogą i dziś chciałabym podzielić się z Tobą moimi wnioskami na ten temat.

  1. Jeśli myślisz, że zakładając własny biznes oparty na swojej pasji, będziesz robić tylko to, co lubisz i na czym się świetnie znasz, to się mylisz i to ogromnie – prowadzenie własnego biznesu wymaga ogarnięcia wielu rzeczy dookoła, o których często nie mamy bladego pojęcia i których musimy się dopiero nauczyć. Ja założyłam pracownię ceramiczną, bo lubiłam lepić z gliny. A tu zonk, bo równie ważną częścią procesu tworzenia ceramiki jest szkliwienie, którego szczerze nie lubię i wypalanie, którego musiałam się nauczyć. Na dodatek trzeba to jeszcze było umieć sprzedać, co jak się okazało wymagało w moim przypadku przełamania wielu oporów. Jakby tego było mało, szybko okazało się, że najlepsza dla mnie będzie sprzedaż w języku niemieckim, a mój niemiecki był wtedy na poziomie -1. Moje wyobrażenie, że będę sobie sielankowo siedzieć na wsi i spokojnie lepić, a pieniądze będą same spływać, szybko legło w gruzach. Trzeba było wziąć się do roboty i wiele, wiele się nauczyć.
  2. Decydując się wykonywać zawodowo swoją pasję, ryzykujesz to, że pasja może Ci się „przejeść” i znudzić, bo co za dużo, to nie zdrowo. Ja np. w pewnych momentach roku, po okresach intensywnej pracy ceramicznej, mam tej całej gliny serdecznie dość i nie mam ochoty nawet na nią patrzeć. Potrzebuję parę tygodni, ba czasem nawet miesięcy, żeby znów z przyjemnością zabrać się do lepienia. Gdybym musiała to robić non stop, szybko przestałoby to być moją pasją. Na szczęście ułożyłam to sobie tak, że w takich momentach skupiam się na jodze i pozwalam sobie spokojnie na glinowy detoks.
  3. Nie wierz w zapewnienia, że pracując na swoim, będziesz wreszcie mogła pracować kiedy chcesz i ile chcesz. Owszem, pozornie tak to wygląda. Jednak w rzeczywistości we własnym biznesie, a szczególnie na jego początku, pracuje się o wiele więcej niż na etacie. Niejednokrotnie wychodząc o drugiej w nocy z pracowni, stawałam na macie do jogi, by choć przez chwilę rozciągnąć zastane podczas lepienia mięśnie i zazdrością myślałam o tych, co odbębnią swoje 8 godzin i mają wolne.
  4. Jest bardzo prawdopodobne, że będziesz musiała robić to, czego będzie wymagał od Ciebie rynek, a nie starczy Ci czasu na to, co Tobie sprawia przyjemność w tej pracy. I to szczególnie jeśli chciałabyś tworzyć rękodzieło. Ja np. w pracy ceramika nie lubię tego, co nazywam „dorabianiem stoiska do kreski” – czyli powtarzania do znudzenia sprzedających się wzorów, bo się sprzedają i klienci chcą je kupować i oczekują, że ja im to dam i one na stoisku muszą zawsze być!!! A ja nie lubię się powtarzać, lubię tworzyć coś nowego i niekoniecznie takiego, co się ludziom podoba. I gdyby mój partner nie był skłonny do powtarzania wymyślanych przeze mnie wzorów, ja znudziłabym się taką powtarzalną pracą bardzo szybko. I wbrew pozorom, ta pułapka nie dotyczy jedynie rękodzieła. Dopadła mnie również jako nauczycielkę jogi. W pewnym momencie prowadziłam tak dużo zajęć, że ciężko mi było znaleźć czas i siły na praktykę własną, bez której przecież dobrym nauczycielem jogi być się nie da.
  5. Może się okazać, że aby odnieść sukces w swym biznesie, będziesz zmuszona do zmiany swej życiowej postawy. Moje doświadczenie pokazuje mi, że im bardziej czegoś unikałam kiedyś, tym bardziej okazało się to potrzebne w pewnym momencie w prowadzeniu własnej firmy. Całe życie np. powtarzałam, że ja nie mam parcia na szkło i konsekwentnie unikałam kamer, obiektywów, internetu i social mediów. Jednak, kiedy urodziłam drugie dziecko i postanowiłam, że już nie będę codziennie jeździć do miasta i prowadzić paru zajęć dziennie, musiałam zmienić swą postawę. Tym bardziej, że przyśniło mi się, że moją misją jest sprawić, by jak najwięcej osób odnalazło radość życia dzięki jodze. I musiałam pogodzić się z tym, że jeśli chcę tę misję w dzisiejszych czasach zrealizować, to i z obiektywem i z kamerą i z internetem muszę się przeprosić, bo w tych czasach inaczej jak przez internet, nie da się dotrzeć do jak największej liczby ludzi. Gdybym dwadzieścia lat temu, otwierając swą pracownię zdawała sprawę, z tego co wiem dzisiaj… to pewnie i tak bym ją otworzyła, ale do pewnych rzeczy na pewno podeszłabym inaczej. Tobie też radzę najpierw wszystko na spokojnie przemyśleć, zanim podejmiesz taką decyzję.
Co ma wspólnego stanie na głowie z forsycją?

Co ma wspólnego stanie na głowie z forsycją?

Co wspólnego ma stanie na głowie z forsycją?

 

 

Słyszeliście o odmładzającym działaniu stania na głowie? Szczególnie o poranku na świeżym powietrzu.Polecam gorąco☺.

Salamba sirsasana czyli stanie na głowie, nazywana jest królową asan. Regularne jej ćwiczenie zwiększa dopływ utlenionej, czystej krwi do komórek mózgowych, co przyśpiesza ich regenerację, zwiększa jasność myślenia i moc intelektu.

Dla osób, których mózg szybko się męczy jest pobudzająca. Dzięki niej zwiększa się dopływ krwi do szyszynki i przysadki. Nie wiem, czy wiesz, że od prawidłowego funkcjonowania tych gruczołów zależą nasz rozwój, zdrowie i siła.

Sirsasana, jak wszystkie pozycje odwrócone, odwraca skutki grawitacji, czyli opadanie narządów wewnętrznych, opadanie skóry, mięśni, policzków itd…

Jeśli cierpisz na spadek witalności, brak snu, osłabienie pamięci – możesz je odzyskać dzięki regularnemu i prawidłowemu wykonywaniu tej asany i stać się pełna energii.

Twoje płuca również zyskają dzięki staniu na głowie. Zdobywają moc znoszenia każdego klimatu i każdego wysiłku, unikania wirusów, przeziębień, kataru, kaszlu, cuchnącego oddechu, palpitacji serca. 

Ogólnie sirsasana rozgrzewa i rozwija całe ciało i ducha. Dzięki niej staniesz się zrównoważona i odporna na cierpienia i przyjemności.

A jeśli nie umiesz, lub nie możesz stać na głowie, możesz wykonać  wersję skłonu z głową luźno puszczoną w dół, odnajdziesz w tej wersji sporo korzyści pozycji odwróconej, a jednocześnie rozluźnienie głowy i szyi, co odmłodzi Twoją twarz i dekolt. 

 W celu odmładzania możesz też wykorzystać kwiaty forsycji (to te żółte kwiatki na krzaku w tle), które również się do tego świetnie nadają. Zawierają rekordową ilość rutyny, która ma właściwości przeciw utleniające, spowalniające procesy starzenia się skóry, wzmacniające ścianki naczyń krwionośnych, chroniące wzrok.

Kwiatki te szczególnie powinnaś docenić, jeśli cierpisz na żylaki nóg, hemoroidy, krwiaki, pajączki, obrzęki, pokrzywkę,opryszczkę, jeśli masz problemy z niewydolnością naczyń krwionośnych,  zaburzeniami krążenia lub krwawiącymi dziąsłami. 

Rutyna działa przeciwzapalnie, przeciwwirusowo i przeciwbakteryjnie, hamuje rozwój przeziębienia i grypy, zmniejsza katar, gorączkę, ból gardła.

Brzmi podobnie? No mówiłam przecież… 😉

Forsycja  zawiera również, oprócz rutyny sporą porcję kwasów fenolowych, kwercetyny, antocyjanów i saponin trójterpenowych.

Kwercetyna zmniejsza reakcje alergiczne i często je eliminuje hamując wydzielanie histaminy. Antocyjany hamują działanie wolnych rodników.

 Wodno -alkoholowe wyciągi z kwiatów forsycji możesz używać do obniżenia poziomu glukozy we krwi, działają też  przeciwzapalnie uspokajająco, rozkurczowo i przeciwalergicznie. Stabilizują strukturę włókien kolagenowych i elastynowych. Użyte w kosmetykach hamują procesy starzenia skóry.)

NAPAR – 10-15g kwiatków (suchych lub świeżych) spryskaj spirytusem, po czym zalej wrzątkiem, odstaw pod przykryciem na godzinkę, niech dobrze naciągnie. Po tym czasie przecedź i pij w ciągu dnia małymi łykami.

OCET – pół słoika kwiatków spryskaj spirytusem i zalej wodą z cukrem ( w proporcji 4 łyżki cukru na 1 litr wody) pozostawiając ok. 5 cm miejsca w słoiku. Mieszamy, okrywamy, zabezpieczamy gumką i tak 2x dziennie przez 2-3 tygodnie. Potem 1 raz dziennie jak już opada na dno. Po miesiącu odcedzasz, zlewasz i zostawiasz na kolejne 2-3 tygodnie bez mieszania. Po tym czasie zlewasz do butelek i odstawiasz w ciemne miejsce. Ja używam go zamiast toniku do twarzy, no i oczywiście do sałatek obowiązkowo.

NALEWECZKA ( wg. przepisu dr.Różańskiego)- szklankę kwiatków zalej dwiema szklankami alkoholu (najlepiej 50%) i maceruj 14 dni wstrząsając od czasu do czasu. Potem przecedź i zażywaj 2 razy dziennie po 10ml 😉 – tak dr. Różański zaleca, ja bym się nad poranną dawką zastanowiła głęboko 😉

 Pośpieszcie się ze zbiorem, bo forsycja w tym roku bardzo wcześnie zakwitła.

Miłego dnia☺

Savasana – potęga relaksu

Savasana – potęga relaksu

Savasana – potęga relaksu.

Jeżeli jest na jodze pozycja, na którą prawie wszyscy czekają, to jest to na pewno savasana. Ba, niektórzy nawet tylko dla niej pojawiają się na zajęciach. Nieliczne wyjątki stanowią Ci, którzy otwarcie się przyznają, że jej nie lubią. Ich stanowisko jednak również zmienia się z czasem. Kiedy nauczą się w końcu leżeć w bezruchu, powstrzymać ciało i umysł od bezustannych poruszeń – wtedy pojawia się miłość do savasany.
Bo nie sposób przecenić odprężenia i relaksu na wszystkich poziomach jakie daje nam prawidłowo wykonana savasana.
Pozycja trupa – nazywana tak z powodu podobieństwa do pozycji w jakiej naturalnie układa się martwe ciało. Jest łatwa tylko pozornie – w rzeczywistości jest jedną z najtrudniejszych pozycji.
Co nam daje savasana, czyli umiejętność relaksu?


Savasana najpierw wycisza ciało, poprzez całkowite usunięcie z niego napięć na poziomie skóry, mięśni, stawów i narządów wewnętrznych.

Uspokaja oddech, zmniejsza jego częstotliwość i ustala charakterystyczny rytm.


Następnie wyciszają się emocje i może zatrzymać się praca umysłu.


W głębokim relaksie w savasanie doświadczamy ciszy naszej jaźni, znika poczucie ego i doświadczamy poczucia wszechogarniającej szczęśliwości.

Sprowadza sen, łagodzi i regeneruje system nerwowy.

Usuwa zmęczenie spowodowane innymi asanami i przynosi spokój umysłu.

Koi i rozpuszcza napięcia nerwowe spowodowane przez stresy współczesnej cywilizacji.

Lagodzi bóle głowy, reguluje ciśnienie krwi. 

Dla wszystkich tych korzyści warto savasanę wykonywać codziennie, minimum 10-15 minut bez przerwy. Zawsze po asanach, a nie pomiędzy.
JAK WYKONAĆ PRAWIDŁOWO SAVASANĘ?
– Połóż się wygodnie na plecach,
– wydłuż dolne plecy, tak aby leżały na podłożu ( jeżeli odczuwasz napięcie w dolnych plecach – pod kolana podłóż zrolowany koc lub wałek do jogi),
– wydłuż tył szyi i ułóż głowę w lini z kręgosłupem
– ręce odłóż ok 45 * od tułowia, wnętrza dłoni odkręć do sufitu,
– ściągnij łopatki delikatnie do kręgosłupa, tak by położyły się płasko na podłożu, a barki delikatnie opadły w dół,
– gdy ciało przestanie się poruszać, skoncentruj się na oddechu i zacznij się relaksować
– po kolei relaksuj całe ciało od stóp aż do czubka głowy,
– kiedy ciało jest rozluźnione przejdź do relaksacji umysłu – postaraj się, by stał się nieporuszony.

Jeżeli wolisz, gdy ktoś prowadzi Cię przez proces relaksacji, możesz pobrać plik audio z nagraniem tutaj:

 

 

Po co jogince post dr. Dąbrowskiej?

Po co jogince post dr. Dąbrowskiej?

Zacznę może od tego, czym jest post dr. Dąbrowskiej. Zwany inaczej Postem Daniela, jest to oczyszczający post leczniczy,polegający na spożywaniu jedynie warzyw i to tyko tych bezskrobiowych i beztłuszczowych. Nazywa się toto postem warzywno-owocowym, ale niech Cię nazwa nie zmyli – z owoców dozwolone są jedynie grapefruity, cytryny i kwaśne jabłka. Dla uzyskania najlepszych efektów zaleca się stosownie postu pełnego, czyli 42- dniowego.
Zastanawiasz się po co to komu, a w szczególności jogince? Pamiętaj, że jogini nie tylko ćwiczą asany, ale też stosują się do różnych zasad, które razem tworzą ośmiostopniową ścieżkę jogi. Jedną z tych zasad jest „Sauca” czyli czystość – i to nie tylko zewnętrzna, ale też wewnętrzna. I nie tylko jest to czystość ciała, ale też i czystość myśli.
Post dr. Dąbrowskiej jest świetnym sposobem na pozbycie się toksyn. Organizm przy niezwykle radykalnym ograniczeniu przyjmowanych kalorii, przechodzi na tzw. odżywianie wewnętrzne, czyli zaczyna spalać wszelkie złogi i nadmiary, zaczynając od zalegających toksyn. Dzięki temu joginka oczyszcza swe ciało nie tylko przez zewnętrzne ablucje, ale także robi porządki wewnątrz organizmu. Proces ten oczyszcza i odmładza organy wewnętrzne, co ma też odzwierciedlenie w wyglądzie zewnętrznym. Zauważyłaś, że joginki zazwyczaj wyglądają znacznie młodziej niż wskazuje ich wiek metrykalny? Cóż się dziwić. Nie dość, że toksyn niewiele przyjmują, dbają o dietę, mięsa nie jedzą zazwyczaj, alkoholu nie piją, to jeszcze się oczyszczają i spalają wszystko, co zbędne…
Ale wracając do czystości myśli…
Jeżeli wykonasz post z intencją oczyszczenia także swoich myśli, to działa on również na umysł. I to co zaobserwowałam po paru latach regularnych wiosennych postów to to, że stan naszego umysłu jest ściśle związany z tym, co spożywamy. Kiedy na co dzień zdarza mi się jeść więcej potraw smażonych, słodkich lub ostrych,obserwuję u siebie różne wahania nastroju. Od zawsze mam w sobie nadmiar wewnętrznego ognia i wszystko, co go podkręca podnosi również moje emocje.
W czasie postu organizm wydala na początku dużo toksyn, a umysł wyrzuca wszelkie toksyczne i zablokowane w ciele emocje. Jest to taki moment, kiedy szczerze mówiąc lepiej mi w drogę nie wchodzić. Po pierwszym, dość mocnym i gwałtownym oczyszczeniu, proces przechodzi w łagodniejszą fazę, umysł się wycisza i wtedy nie ma siły, która mogłaby mnie z równowagi wyprowadzić. Jest to taki efekt, jak po wielu godzinach medytacji, ale bez tych wielu godzin. I ten stan jest chyba najcenniejszym dla mnie jako joginki efektem i powodem do przeprowadzania regularnie co roku na wiosnę.
Tyle w kwestii powodów joginki do stosowania wiosennego postu co roku. W następnym wpisie opowiem Ci, jak taki post w moim przypadku wygląda. Dziś mam za sobą dzień 11. Do 42 jeszcze 31. Trzymaj kciuki, żeby mi się udało wytrzymać przy tej zimnej pogodzie

Po co komu w jodze są paski i kostki?

Po co komu w jodze są paski i kostki?

Po co komu w jodze te kostki, paski i cała reszta sprzętu?

Nie wiem, jak Ty, ale ja miałam o jodze wyobrażenie, że jest to dziedzina, w której żaden sprzęt nie jest potrzebny. Jakież było moje zdziwienie, kiedy trafiłam na pierwszą jogę wg. metody B.K.S. Iyengara. Te wszystkie koce, kostki, paski, odpowiednie i nieodpowiednie ułożenia przyprawiły mnie o niemały zawrót głowy i na początku wcale nie mogłam się w tym połapać. Szczerze mówiąc, nieco się buntowałam przeciwko temu wszystkiemu. Bo przecież ta joga miała być taka duchowa, a tu ktoś mnie wiąże paskiem, każe się kłaść na kanciastym, drewnianym klocku. Cóż się dziwić, że się buntowałam – miałam wtedy lat 19 – wiek jak najbardziej do buntu odpowiedni.
Kiedy jednak doszło do pierwszego skłonu w siadzie, doceniłam paski od razu. Moje nierozciągnięte tyły nóg kompletnie blokowały mnie w skłonie. Dzięki paskom mogłam w miarę poprawnie wykonać pozycję, ustawić odpowiednio miednicę i pochylić się choć trochę do przodu z prostymi plecami, bez robienia z nich „banana”. Okazało się, że jak podłożę dodatkowy koc, też może być łatwiej.

Tak powoli przychodzilo też zrozumienie po co to wszystko ten pan B.K.S. Iyengar wymyślił. A historia, którą na ten temat opowiedział jeden z moich pierwszych nauczycieli, rozjaśniła tę kwestię do końca. Otóż B.K.S. Iyengar sam w dzieciństwie był bardzo chorowity i zmagał się z wieloma ograniczeniami swego ciała. Jego droga do jogi była niezwykle trudna, pełna bólu i wyrzeczeń. Kiedy zaczął nauczać jogi, robił wszystko, by pomagać swoim uczniom osiągnąć zdrowie ciała i umysłu. Był pionierem w Indiach i zaczął osiągać coraz większą renomę. Kiedy został poproszony o nauczenie jogi pewnego brytyjskiego premiera, zauważył, że Europejczy mają zupełnie inne ciała niż Hindusi. Całe swoje życie siedzą przecież na krzesłach a nie na podłodze. Wykonywanie asan jogi tak, jak wykonują je Hindusi, kiedy ciała nie są jeszcze do tego gotowe, mogłoby takim adeptom zaszkodzić zamiast pomóc. Dlatego, by ustawiać prawidłowo swych uczniów w pozycjach zaczął stosować przeróżne pomoce typu: krzesła, kostki, paski, wałki, koce, drabinki. Może odbierają jodze nieco jej duchowego image ;-), ale zapewniają adeptom bezpieczeństwo praktyki i podążanie w kierunku zdrowia.
Dziś, po wielu latach praktyki i nauczania jogi uwielbiam i kocham pomoce. Choć, przez te wszystkie lata, niejednokrotnie zdażało mi się uciekać od tej nudnej czasami, statycznej pracy w przeróżne jogiczne flow vinyasy, które uwielbiam, to jednak moje ciało w pewnym momencie zawsze pokazuje mi, że muszę wrócić do korzeni, czyli do jogi wg. B.K.S. Iyengara.
I zawsze będę powtarzać, że jest to joga od której się powinno swoją praktykę zacząć!
Tu można się nauczyć prawidłowo i bezpiecznie wykonywać pozycje, a potem można sobie „w dynamicznych formach polatać”, jak kto lubi;-).

Namaste 🙂