fbpx

5 ważnych rzeczy, które powinnaś wiedzieć, zanim zdecydujesz się zamienić swoje pasje w biznes.

Ostatnio wiele się słyszy o tym, aby zamieniać swoje pasje w biznes i tym samym uniezależniać się od pracodawców, którzy za nas decydują o naszym czasie. Podejrzewam, że też o tym słyszałaś?

Ja od dwudziestu blisko lat przerabiam ten temat z ceramiką, od dziesięciu z jogą i dziś chciałabym podzielić się z Tobą moimi wnioskami na ten temat.

  1. Jeśli myślisz, że zakładając własny biznes oparty na swojej pasji, będziesz robić tylko to, co lubisz i na czym się świetnie znasz, to się mylisz i to ogromnie – prowadzenie własnego biznesu wymaga ogarnięcia wielu rzeczy dookoła, o których często nie mamy bladego pojęcia i których musimy się dopiero nauczyć. Ja założyłam pracownię ceramiczną, bo lubiłam lepić z gliny. A tu zonk, bo równie ważną częścią procesu tworzenia ceramiki jest szkliwienie, którego szczerze nie lubię i wypalanie, którego musiałam się nauczyć. Na dodatek trzeba to jeszcze było umieć sprzedać, co jak się okazało wymagało w moim przypadku przełamania wielu oporów. Jakby tego było mało, szybko okazało się, że najlepsza dla mnie będzie sprzedaż w języku niemieckim, a mój niemiecki był wtedy na poziomie -1. Moje wyobrażenie, że będę sobie sielankowo siedzieć na wsi i spokojnie lepić, a pieniądze będą same spływać, szybko legło w gruzach. Trzeba było wziąć się do roboty i wiele, wiele się nauczyć.
  2. Decydując się wykonywać zawodowo swoją pasję, ryzykujesz to, że pasja może Ci się „przejeść” i znudzić, bo co za dużo, to nie zdrowo. Ja np. w pewnych momentach roku, po okresach intensywnej pracy ceramicznej, mam tej całej gliny serdecznie dość i nie mam ochoty nawet na nią patrzeć. Potrzebuję parę tygodni, ba czasem nawet miesięcy, żeby znów z przyjemnością zabrać się do lepienia. Gdybym musiała to robić non stop, szybko przestałoby to być moją pasją. Na szczęście ułożyłam to sobie tak, że w takich momentach skupiam się na jodze i pozwalam sobie spokojnie na glinowy detoks.
  3. Nie wierz w zapewnienia, że pracując na swoim, będziesz wreszcie mogła pracować kiedy chcesz i ile chcesz. Owszem, pozornie tak to wygląda. Jednak w rzeczywistości we własnym biznesie, a szczególnie na jego początku, pracuje się o wiele więcej niż na etacie. Niejednokrotnie wychodząc o drugiej w nocy z pracowni, stawałam na macie do jogi, by choć przez chwilę rozciągnąć zastane podczas lepienia mięśnie i zazdrością myślałam o tych, co odbębnią swoje 8 godzin i mają wolne.
  4. Jest bardzo prawdopodobne, że będziesz musiała robić to, czego będzie wymagał od Ciebie rynek, a nie starczy Ci czasu na to, co Tobie sprawia przyjemność w tej pracy. I to szczególnie jeśli chciałabyś tworzyć rękodzieło. Ja np. w pracy ceramika nie lubię tego, co nazywam „dorabianiem stoiska do kreski” – czyli powtarzania do znudzenia sprzedających się wzorów, bo się sprzedają i klienci chcą je kupować i oczekują, że ja im to dam i one na stoisku muszą zawsze być!!! A ja nie lubię się powtarzać, lubię tworzyć coś nowego i niekoniecznie takiego, co się ludziom podoba. I gdyby mój partner nie był skłonny do powtarzania wymyślanych przeze mnie wzorów, ja znudziłabym się taką powtarzalną pracą bardzo szybko. I wbrew pozorom, ta pułapka nie dotyczy jedynie rękodzieła. Dopadła mnie również jako nauczycielkę jogi. W pewnym momencie prowadziłam tak dużo zajęć, że ciężko mi było znaleźć czas i siły na praktykę własną, bez której przecież dobrym nauczycielem jogi być się nie da.
  5. Może się okazać, że aby odnieść sukces w swym biznesie, będziesz zmuszona do zmiany swej życiowej postawy. Moje doświadczenie pokazuje mi, że im bardziej czegoś unikałam kiedyś, tym bardziej okazało się to potrzebne w pewnym momencie w prowadzeniu własnej firmy. Całe życie np. powtarzałam, że ja nie mam parcia na szkło i konsekwentnie unikałam kamer, obiektywów, internetu i social mediów. Jednak, kiedy urodziłam drugie dziecko i postanowiłam, że już nie będę codziennie jeździć do miasta i prowadzić paru zajęć dziennie, musiałam zmienić swą postawę. Tym bardziej, że przyśniło mi się, że moją misją jest sprawić, by jak najwięcej osób odnalazło radość życia dzięki jodze. I musiałam pogodzić się z tym, że jeśli chcę tę misję w dzisiejszych czasach zrealizować, to i z obiektywem i z kamerą i z internetem muszę się przeprosić, bo w tych czasach inaczej jak przez internet, nie da się dotrzeć do jak największej liczby ludzi. Gdybym dwadzieścia lat temu, otwierając swą pracownię zdawała sprawę, z tego co wiem dzisiaj… to pewnie i tak bym ją otworzyła, ale do pewnych rzeczy na pewno podeszłabym inaczej. Tobie też radzę najpierw wszystko na spokojnie przemyśleć, zanim podejmiesz taką decyzję.
Co ma wspólnego stanie na głowie z forsycją?

Co ma wspólnego stanie na głowie z forsycją?

Co wspólnego ma stanie na głowie z forsycją?

 

 

Słyszeliście o odmładzającym działaniu stania na głowie? Szczególnie o poranku na świeżym powietrzu.Polecam gorąco☺.

Salamba sirsasana czyli stanie na głowie, nazywana jest królową asan. Regularne jej ćwiczenie zwiększa dopływ utlenionej, czystej krwi do komórek mózgowych, co przyśpiesza ich regenerację, zwiększa jasność myślenia i moc intelektu.

Dla osób, których mózg szybko się męczy jest pobudzająca. Dzięki niej zwiększa się dopływ krwi do szyszynki i przysadki. Nie wiem, czy wiesz, że od prawidłowego funkcjonowania tych gruczołów zależą nasz rozwój, zdrowie i siła.

Sirsasana, jak wszystkie pozycje odwrócone, odwraca skutki grawitacji, czyli opadanie narządów wewnętrznych, opadanie skóry, mięśni, policzków itd…

Jeśli cierpisz na spadek witalności, brak snu, osłabienie pamięci – możesz je odzyskać dzięki regularnemu i prawidłowemu wykonywaniu tej asany i stać się pełna energii.

Twoje płuca również zyskają dzięki staniu na głowie. Zdobywają moc znoszenia każdego klimatu i każdego wysiłku, unikania wirusów, przeziębień, kataru, kaszlu, cuchnącego oddechu, palpitacji serca. 

Ogólnie sirsasana rozgrzewa i rozwija całe ciało i ducha. Dzięki niej staniesz się zrównoważona i odporna na cierpienia i przyjemności.

A jeśli nie umiesz, lub nie możesz stać na głowie, możesz wykonać  wersję skłonu z głową luźno puszczoną w dół, odnajdziesz w tej wersji sporo korzyści pozycji odwróconej, a jednocześnie rozluźnienie głowy i szyi, co odmłodzi Twoją twarz i dekolt. 

 W celu odmładzania możesz też wykorzystać kwiaty forsycji (to te żółte kwiatki na krzaku w tle), które również się do tego świetnie nadają. Zawierają rekordową ilość rutyny, która ma właściwości przeciw utleniające, spowalniające procesy starzenia się skóry, wzmacniające ścianki naczyń krwionośnych, chroniące wzrok.

Kwiatki te szczególnie powinnaś docenić, jeśli cierpisz na żylaki nóg, hemoroidy, krwiaki, pajączki, obrzęki, pokrzywkę,opryszczkę, jeśli masz problemy z niewydolnością naczyń krwionośnych,  zaburzeniami krążenia lub krwawiącymi dziąsłami. 

Rutyna działa przeciwzapalnie, przeciwwirusowo i przeciwbakteryjnie, hamuje rozwój przeziębienia i grypy, zmniejsza katar, gorączkę, ból gardła.

Brzmi podobnie? No mówiłam przecież… 😉

Forsycja  zawiera również, oprócz rutyny sporą porcję kwasów fenolowych, kwercetyny, antocyjanów i saponin trójterpenowych.

Kwercetyna zmniejsza reakcje alergiczne i często je eliminuje hamując wydzielanie histaminy. Antocyjany hamują działanie wolnych rodników.

 Wodno -alkoholowe wyciągi z kwiatów forsycji możesz używać do obniżenia poziomu glukozy we krwi, działają też  przeciwzapalnie uspokajająco, rozkurczowo i przeciwalergicznie. Stabilizują strukturę włókien kolagenowych i elastynowych. Użyte w kosmetykach hamują procesy starzenia skóry.)

NAPAR – 10-15g kwiatków (suchych lub świeżych) spryskaj spirytusem, po czym zalej wrzątkiem, odstaw pod przykryciem na godzinkę, niech dobrze naciągnie. Po tym czasie przecedź i pij w ciągu dnia małymi łykami.

OCET – pół słoika kwiatków spryskaj spirytusem i zalej wodą z cukrem ( w proporcji 4 łyżki cukru na 1 litr wody) pozostawiając ok. 5 cm miejsca w słoiku. Mieszamy, okrywamy, zabezpieczamy gumką i tak 2x dziennie przez 2-3 tygodnie. Potem 1 raz dziennie jak już opada na dno. Po miesiącu odcedzasz, zlewasz i zostawiasz na kolejne 2-3 tygodnie bez mieszania. Po tym czasie zlewasz do butelek i odstawiasz w ciemne miejsce. Ja używam go zamiast toniku do twarzy, no i oczywiście do sałatek obowiązkowo.

NALEWECZKA ( wg. przepisu dr.Różańskiego)- szklankę kwiatków zalej dwiema szklankami alkoholu (najlepiej 50%) i maceruj 14 dni wstrząsając od czasu do czasu. Potem przecedź i zażywaj 2 razy dziennie po 10ml 😉 – tak dr. Różański zaleca, ja bym się nad poranną dawką zastanowiła głęboko 😉

 Pośpieszcie się ze zbiorem, bo forsycja w tym roku bardzo wcześnie zakwitła.

Miłego dnia☺

Witaj Świecie

Witaj Świecie

Witajcie 🙂 Ostatnio nieopatrznie obiecałam niektórym z Was, że informacje z warsztatów będziecie mogli niebawem odnaleźć na blogu. Długo trwało zanim w końcu dojrzałam i podjęłam decyzję dotyczącą pisania bloga, teraz jeszcze dłużej trwa jego realizacja. Wszystko...

We won’t spam!

Savasana – potęga relaksu

Savasana – potęga relaksu

Savasana – potęga relaksu.

Jeżeli jest na jodze pozycja, na którą prawie wszyscy czekają, to jest to na pewno savasana. Ba, niektórzy nawet tylko dla niej pojawiają się na zajęciach. Nieliczne wyjątki stanowią Ci, którzy otwarcie się przyznają, że jej nie lubią. Ich stanowisko jednak również zmienia się z czasem. Kiedy nauczą się w końcu leżeć w bezruchu, powstrzymać ciało i umysł od bezustannych poruszeń – wtedy pojawia się miłość do savasany.
Bo nie sposób przecenić odprężenia i relaksu na wszystkich poziomach jakie daje nam prawidłowo wykonana savasana.
Pozycja trupa – nazywana tak z powodu podobieństwa do pozycji w jakiej naturalnie układa się martwe ciało. Jest łatwa tylko pozornie – w rzeczywistości jest jedną z najtrudniejszych pozycji.
Co nam daje savasana, czyli umiejętność relaksu?


Savasana najpierw wycisza ciało, poprzez całkowite usunięcie z niego napięć na poziomie skóry, mięśni, stawów i narządów wewnętrznych.

Uspokaja oddech, zmniejsza jego częstotliwość i ustala charakterystyczny rytm.


Następnie wyciszają się emocje i może zatrzymać się praca umysłu.


W głębokim relaksie w savasanie doświadczamy ciszy naszej jaźni, znika poczucie ego i doświadczamy poczucia wszechogarniającej szczęśliwości.

Sprowadza sen, łagodzi i regeneruje system nerwowy.

Usuwa zmęczenie spowodowane innymi asanami i przynosi spokój umysłu.

Koi i rozpuszcza napięcia nerwowe spowodowane przez stresy współczesnej cywilizacji.

Lagodzi bóle głowy, reguluje ciśnienie krwi. 

Dla wszystkich tych korzyści warto savasanę wykonywać codziennie, minimum 10-15 minut bez przerwy. Zawsze po asanach, a nie pomiędzy.
JAK WYKONAĆ PRAWIDŁOWO SAVASANĘ?
– Połóż się wygodnie na plecach,
– wydłuż dolne plecy, tak aby leżały na podłożu ( jeżeli odczuwasz napięcie w dolnych plecach – pod kolana podłóż zrolowany koc lub wałek do jogi),
– wydłuż tył szyi i ułóż głowę w lini z kręgosłupem
– ręce odłóż ok 45 * od tułowia, wnętrza dłoni odkręć do sufitu,
– ściągnij łopatki delikatnie do kręgosłupa, tak by położyły się płasko na podłożu, a barki delikatnie opadły w dół,
– gdy ciało przestanie się poruszać, skoncentruj się na oddechu i zacznij się relaksować
– po kolei relaksuj całe ciało od stóp aż do czubka głowy,
– kiedy ciało jest rozluźnione przejdź do relaksacji umysłu – postaraj się, by stał się nieporuszony.

Jeżeli wolisz, gdy ktoś prowadzi Cię przez proces relaksacji, możesz pobrać plik audio z nagraniem tutaj:

 

 

Witaj Świecie

Witaj Świecie

Witajcie 🙂 Ostatnio nieopatrznie obiecałam niektórym z Was, że informacje z warsztatów będziecie mogli niebawem odnaleźć na blogu. Długo trwało zanim w końcu dojrzałam i podjęłam decyzję dotyczącą pisania bloga, teraz jeszcze dłużej trwa jego realizacja. Wszystko...

We won’t spam!

Po co jogince post dr. Dąbrowskiej?

Po co jogince post dr. Dąbrowskiej?

Zacznę może od tego, czym jest post dr. Dąbrowskiej. Zwany inaczej Postem Daniela, jest to oczyszczający post leczniczy,polegający na spożywaniu jedynie warzyw i to tyko tych bezskrobiowych i beztłuszczowych. Nazywa się toto postem warzywno-owocowym, ale niech Cię nazwa nie zmyli – z owoców dozwolone są jedynie grapefruity, cytryny i kwaśne jabłka. Dla uzyskania najlepszych efektów zaleca się stosownie postu pełnego, czyli 42- dniowego.
Zastanawiasz się po co to komu, a w szczególności jogince? Pamiętaj, że jogini nie tylko ćwiczą asany, ale też stosują się do różnych zasad, które razem tworzą ośmiostopniową ścieżkę jogi. Jedną z tych zasad jest „Sauca” czyli czystość – i to nie tylko zewnętrzna, ale też wewnętrzna. I nie tylko jest to czystość ciała, ale też i czystość myśli.
Post dr. Dąbrowskiej jest świetnym sposobem na pozbycie się toksyn. Organizm przy niezwykle radykalnym ograniczeniu przyjmowanych kalorii, przechodzi na tzw. odżywianie wewnętrzne, czyli zaczyna spalać wszelkie złogi i nadmiary, zaczynając od zalegających toksyn. Dzięki temu joginka oczyszcza swe ciało nie tylko przez zewnętrzne ablucje, ale także robi porządki wewnątrz organizmu. Proces ten oczyszcza i odmładza organy wewnętrzne, co ma też odzwierciedlenie w wyglądzie zewnętrznym. Zauważyłaś, że joginki zazwyczaj wyglądają znacznie młodziej niż wskazuje ich wiek metrykalny? Cóż się dziwić. Nie dość, że toksyn niewiele przyjmują, dbają o dietę, mięsa nie jedzą zazwyczaj, alkoholu nie piją, to jeszcze się oczyszczają i spalają wszystko, co zbędne…
Ale wracając do czystości myśli…
Jeżeli wykonasz post z intencją oczyszczenia także swoich myśli, to działa on również na umysł. I to co zaobserwowałam po paru latach regularnych wiosennych postów to to, że stan naszego umysłu jest ściśle związany z tym, co spożywamy. Kiedy na co dzień zdarza mi się jeść więcej potraw smażonych, słodkich lub ostrych,obserwuję u siebie różne wahania nastroju. Od zawsze mam w sobie nadmiar wewnętrznego ognia i wszystko, co go podkręca podnosi również moje emocje.
W czasie postu organizm wydala na początku dużo toksyn, a umysł wyrzuca wszelkie toksyczne i zablokowane w ciele emocje. Jest to taki moment, kiedy szczerze mówiąc lepiej mi w drogę nie wchodzić. Po pierwszym, dość mocnym i gwałtownym oczyszczeniu, proces przechodzi w łagodniejszą fazę, umysł się wycisza i wtedy nie ma siły, która mogłaby mnie z równowagi wyprowadzić. Jest to taki efekt, jak po wielu godzinach medytacji, ale bez tych wielu godzin. I ten stan jest chyba najcenniejszym dla mnie jako joginki efektem i powodem do przeprowadzania regularnie co roku na wiosnę.
Tyle w kwestii powodów joginki do stosowania wiosennego postu co roku. W następnym wpisie opowiem Ci, jak taki post w moim przypadku wygląda. Dziś mam za sobą dzień 11. Do 42 jeszcze 31. Trzymaj kciuki, żeby mi się udało wytrzymać przy tej zimnej pogodzie

Witaj Świecie

Witaj Świecie

Witajcie 🙂 Ostatnio nieopatrznie obiecałam niektórym z Was, że informacje z warsztatów będziecie mogli niebawem odnaleźć na blogu. Długo trwało zanim w końcu dojrzałam i podjęłam decyzję dotyczącą pisania bloga, teraz jeszcze dłużej trwa jego realizacja. Wszystko...

We won’t spam!

Po co komu w jodze są paski i kostki?

Po co komu w jodze są paski i kostki?

Po co komu w jodze te kostki, paski i cała reszta sprzętu?

Nie wiem, jak Ty, ale ja miałam o jodze wyobrażenie, że jest to dziedzina, w której żaden sprzęt nie jest potrzebny. Jakież było moje zdziwienie, kiedy trafiłam na pierwszą jogę wg. metody B.K.S. Iyengara. Te wszystkie koce, kostki, paski, odpowiednie i nieodpowiednie ułożenia przyprawiły mnie o niemały zawrót głowy i na początku wcale nie mogłam się w tym połapać. Szczerze mówiąc, nieco się buntowałam przeciwko temu wszystkiemu. Bo przecież ta joga miała być taka duchowa, a tu ktoś mnie wiąże paskiem, każe się kłaść na kanciastym, drewnianym klocku. Cóż się dziwić, że się buntowałam – miałam wtedy lat 19 – wiek jak najbardziej do buntu odpowiedni.
Kiedy jednak doszło do pierwszego skłonu w siadzie, doceniłam paski od razu. Moje nierozciągnięte tyły nóg kompletnie blokowały mnie w skłonie. Dzięki paskom mogłam w miarę poprawnie wykonać pozycję, ustawić odpowiednio miednicę i pochylić się choć trochę do przodu z prostymi plecami, bez robienia z nich „banana”. Okazało się, że jak podłożę dodatkowy koc, też może być łatwiej.

Tak powoli przychodzilo też zrozumienie po co to wszystko ten pan B.K.S. Iyengar wymyślił. A historia, którą na ten temat opowiedział jeden z moich pierwszych nauczycieli, rozjaśniła tę kwestię do końca. Otóż B.K.S. Iyengar sam w dzieciństwie był bardzo chorowity i zmagał się z wieloma ograniczeniami swego ciała. Jego droga do jogi była niezwykle trudna, pełna bólu i wyrzeczeń. Kiedy zaczął nauczać jogi, robił wszystko, by pomagać swoim uczniom osiągnąć zdrowie ciała i umysłu. Był pionierem w Indiach i zaczął osiągać coraz większą renomę. Kiedy został poproszony o nauczenie jogi pewnego brytyjskiego premiera, zauważył, że Europejczy mają zupełnie inne ciała niż Hindusi. Całe swoje życie siedzą przecież na krzesłach a nie na podłodze. Wykonywanie asan jogi tak, jak wykonują je Hindusi, kiedy ciała nie są jeszcze do tego gotowe, mogłoby takim adeptom zaszkodzić zamiast pomóc. Dlatego, by ustawiać prawidłowo swych uczniów w pozycjach zaczął stosować przeróżne pomoce typu: krzesła, kostki, paski, wałki, koce, drabinki. Może odbierają jodze nieco jej duchowego image ;-), ale zapewniają adeptom bezpieczeństwo praktyki i podążanie w kierunku zdrowia.
Dziś, po wielu latach praktyki i nauczania jogi uwielbiam i kocham pomoce. Choć, przez te wszystkie lata, niejednokrotnie zdażało mi się uciekać od tej nudnej czasami, statycznej pracy w przeróżne jogiczne flow vinyasy, które uwielbiam, to jednak moje ciało w pewnym momencie zawsze pokazuje mi, że muszę wrócić do korzeni, czyli do jogi wg. B.K.S. Iyengara.
I zawsze będę powtarzać, że jest to joga od której się powinno swoją praktykę zacząć!
Tu można się nauczyć prawidłowo i bezpiecznie wykonywać pozycje, a potem można sobie „w dynamicznych formach polatać”, jak kto lubi;-).

Namaste 🙂

 

Witaj Świecie

Witaj Świecie

Witajcie 🙂 Ostatnio nieopatrznie obiecałam niektórym z Was, że informacje z warsztatów będziecie mogli niebawem odnaleźć na blogu. Długo trwało zanim w końcu dojrzałam i podjęłam decyzję dotyczącą pisania bloga, teraz jeszcze dłużej trwa jego realizacja. Wszystko...

We won’t spam!